Lekko spanikowana przebiegłam wzrokiem po literech które układały się w moje imię. Zaraz...Moje imię?
,,Vivenne la Rivenne".
Nie wierzę we...zaraz, czy na pewno można nazwać to szczęściem?
Nie jestem pewna.
Próbując opanować dreżenie palców przewróciłam stronę.
-Mamy zaszczyt powiadomić pannę Vivenne o zatwierdzeniu jej w konkursie organizowanym przez Federację Imperiosse. Dnia 7 Lipca...- przeczytałam na głos.
Szybko przeczytałam dalszą część.
-Mamo! Chodź tu, mam...No cóż, w sumie to dobrą wiadomość!-zawołałam lekko zdławionym głosem.
-Viv, poczekaj chwilę.- usłyszałam głos mamy.
Biedna kobieta.
Moja mama pracowała dzień i noc. Mimo, że nasza rodzina należała do jednej z wyższych klas społecznych, moja mama cały czas opowiadała mi o problemach finansowych.
Nie rozumiałam dlaczego. Z tego co wiem, nigdy nie przyszły do nas władze. Nasze państwo należało do tych spokojnych, ustabilizowanych. Mimo że wiele od nas wymagano, rzadko doskwierał tu kiedykolwiek głód i pragnienie.
Czemu więc, mimo tego, ja czułam się uwięzionym ptakiem w zamkniętej klatce, a moja mama nabawiła się problemów psychicznych?
Cholera.
Z każdym dniem, coraz dobitniej uświadamiam sobie, że żeński ród la Rivennów to jedna wielka porażka.
-Już idę skarbie!- z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy.-Co się stało?
Zbiegła na dół.
Była niską, drobną i trochę zbyt chudą kobietą o pięknych, czarnych włosach przeplatanych delikatnymi, srebrnymi nitkami.
Czy jestem do niej podobna?
Wiele osób mówiło że tak, ale jak dla mnie jest jedna, wręcz ogromna różnica między nami.
A może ,,pomiędzy"?
Bez słowa podałam mamie kopertę.
Otworzyła szeroko oczy.
-Cristian!!!!!!!-krzyknęła z mocą, o jaką bym ją nigdy nie podejrzewała.
Mój tata, zaaferowany zbiegł na dół.
Mama zaczęła wymachiwać kartkami.
-Vivenne jest wybrana! Vivenne, moja córka, moja piękna, mądra córka! Nareszcie będziemy stabilni finansowo, będziemy rodem królewskim, zamieszkamy w Imperiosse!!!!!
Ojciec sapnął ze zdziwienia.
Nowa droga w nowym życiu.
Jak cudownie....